Blog > Komentarze do wpisu
Mass Effect kilka lat póżniej

Witam wszystkich. Z powodu natłoku różnej maści obowiązków nie byłem w stanie wcześniej czegoś wypocić, ku uciesze wiernych fanów konsol. Miałem pierwotnie pociągnąć wątek rozpoczęty przez mojego kolegę w poprzednim wpisie (czyli rozpisać wrażenia ze StarCrafta II i dlaczego uważam, że jest 4/10), jednak stwierdziłem, że przyjdzie na to jeszcze pora. Póki co postanowiłem się zabrać za coś nieco starszego, do czego wszyscy jechali na ręcznym. Czyli... (wersja dla ślepych konsolowców)...

...do tego. Cóż, ponoć to najlepsze RPG evar, a Szepard co prawda nie dorównuje Master Chiefowi w kultowości (czy innego słowa używanego przez 13-latków dzisiaj), ale stał się dość rozpoznawalną postacią. Muszę zaznaczyć, że nie przeszedłem jej jeszcze, ale jak to któryś z profesjonalnych redaktorów z czasopisma PLAY stwierdził - "przechodzenie gier od początku do końca jest bez sensu".

Moje pierwsze wrażenia z tej gry były następujące - co za konsolowe gówno. Może dlatego, że byłem tuż po skończeniu świetnego Dragon Age'a i spodziewałem się chociaż w niewielkim stopniu czegoś podobnego, wszak to Bioware. O ile w Dragon Age'u AI było durne, można było nim w jakimś stopniu sterować (czyli włączyć aktywną pauzę i wydawać ręcznie rozkazy, jak za starych dobrych czasów Baldur's Gate), tak w ME po prostu się nie da nic z członkami drużyny zrobić. Biegają bez sensu w kółko, pchają się pod celownik i nie robią nic pożytecznego. Prosta recepta zatem - posłać ich w bój, niech zdechną. Wtedy można spokojnie grać.

Fabuła jest tradycyjna - musimy uratować wszechświat bla bla bla. Nie wiem dlaczego po raz kolejny wałkuje się ten sam schemat i usprawiedliwia się ten fakt tym, iż w RPG innej fabuły się zrobić nie da. No cóż, jeśli pierwszą platformą do grania jaką ktoś miał jest Xbox, a pierwszą grą jest GTA Vice City to sory, ale gówno się znacie. Były RPG, w których nie trzeba ratować świata, ot chociażby Planescape: Torment. Wracając jednak do tematu to fabuła nie zachwyca. Jest za to sprawnie poprowadzona, głównie za pomocą fajnie zrealizowanych dialogów.

Grywalność prezentuje poziom sinusoidalny. Chętnie biegałem po Cytadeli, gadałem z ludźmi i robiłem questy. Potem jednak przyszło rozczarowanie, bo trzeba było walczyć. I walka jest tym, co najbardziej wkurwia w tej grze. Jak była mowa wcześniej, AI jest durne. Komputer jest zbyt celny, członkowie drużyny są najbardziej przydatni gdy zdechną. No i jest tutaj znienawidzona przeze mnie rzecz, którą cechują się wszystkie te pseudorealistyczne strzelanki dla gimnazjalistów - system osłon. Jest to najgorszy wynalazek od czasów Xboksa 360. Co prawda teraz są jeszcze gorsze - mam na myśli te wszystkie kontrolery ruchu. Żeby to zgrabnie podsumować - walka może spierdalać. Najlepiej wolniej. Ciekaw jestem co robił wydział odpowiedzialny za sztuczną inteligencję. Pewnie marszczyli pingwina do artworków z Ashley i nie mieli czasu na zaprogramowanie jednego z najważniejszych aspektów gry.

Nie znaczy to że nie da się w to grać. Tyle tylko, że są gry o wiele lepsze w tej dziedzinie. I dłuższe. Największą wadą tego produktu jest jednak to, że poza wątkiem głównym i paroma pobocznymi zadaniami nie ma w tej grze nic. Zaraz jakiś Xbox fanboy mi wyjedzie, że jest cała galaktyka do eksploracji - może i jest. Co z tego, skoro 90% planet jest pustych i pojawia się tylko informacja co na tej planecie jest. Na 5% z nich można wylądować, ale są puste i nic na nich nie ma, a i porusza się po ich powierzchni za pomocą jakiegoś daremnego pojazdu.

Mako, bo tak się ten wspaniały wehikuł nazywa prezentuje poziom sterowności podobny do następującej konstrukcji. Weźmy jakąś obszerną kobietę, na przykład taką:

Doklejmy jej na szyi i brzuchu 15 wentylatorów, takich z Carrefoura z promocji. Na jej grzbiet postawmy matę taneczną, i stańmy na tej macie. Macie już wyobrażenie jak fajnie się tym gównem steruje.

Koniec końców, da się w tego Mass Effecta grać. Tyle, że nie jest to jakieś super zajebiste doznanie, porządnie zrobiona gra, o której pewnie szybko zapomnę. Skończę ją już z przyzwoitości, ale nie wiem czy kiedykolwiek będzie mi się chciało do niej wracać. Oceny numercznej nie przewidziałem, bo jeśli nie umiesz czytać i sam przeanalizować tekstu oraz wyciągnąć wniosków, nie powinieneś grać w gry, tylko iść skoczyć z mostu. Fanie Xboksa 360.

sobota, 14 sierpnia 2010, mistermozg

Polecane wpisy